Dzisiaj przepis wydawałoby się banalny, a jednak dla mnie bardzo ważny. Wszystko to ze względu na moja 4 letnią córkę, którą bardzo trudno jest mi zachęcić do zjedzenia czegoś nowego.
Zupka to jedno z pierwszych dań, które najczęściej było trafione. Pomimo wielu ugotowanych już litrów rosołu, który miał kilka swoich wersji, dopiero kilkanaście dni temu mogłam uznać nieskromnie, że doszłam do perfekcji - czyli wg moich standardów smakowych osiągnęłam 'produkt' zbliżony do ideału - niedzielnego rosołu mojej Mamy!
I nagle moje dziecko prosi o dokładkę, domaga się marchewki w zupie, przedkładając ją nawet przed makaron.. i w końcu wypija resztę, której nie może nabrać łyżką.
